Historia życia pani Weroniki jest niezwykła i pełna dramatycznych doświadczeń. Urodziła się na Wileńszczyźnie. W 1940 roku została razem z rodziną wywieziona do północnego Kazachstanu. Trafiła do obozu pracy przy odkrywkowej kopalni złota. Zesłańcy każdego dnia ręcznie płukali piasek w poszukiwaniu cennego kruszcu.
Pani Weronika przeżyła trudny czas zesłania i wielkiego głodu. W 1946 roku przyjechała do Polski transportem przesiedleńców. Miała wtedy 20 lat. Najpierw zamieszkała z rodziną w Gubinie, a później razem z mężem osiedliła się w Moskorzynie. Przez wiele lat pracowała w miejscowym Państwowym Gospodarstwie Rolnym.
– Mama jest dobra, spokojna i pracowita. Przeszła Sybir i wielki głód. Kocha zwierzęta. Teraz przygarnia bezdomne koty – mówi córka jubilatki, Halina Senger.
Rodzina podkreśla, że pani Weronika od lat prowadzi spokojny tryb życia i stawia na proste jedzenie. Najbardziej lubi zupy, ziemniaki i lekkie posiłki. Unika smażonych potraw oraz słodyczy.
Najserdeczniejsze życzenia jubilatce złożył burmistrz Polkowic Wiesław Wabik.
– Sto lat życia to niezwykła droga pełna doświadczeń i trudnych chwil. Pani historia jest świadectwem siły, odwagi i wytrwałości. Dziękujemy za przykład życia pełnego godności i pracy – podkreślił burmistrz.
Ukończenie 100 lat wiąże się również z honorowym świadczeniem wypłacanym przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych. Dodatek wynosi obecnie ponad 6 tysięcy złotych brutto miesięcznie i przysługuje dożywotnio.

Napisz komentarz
Komentarze