Poseł Wojciech Zubowski zaznaczył, że przeprowadził wiele kontroli poselskich i rzadko która kończyła się na jednorazowym przejrzeniu dokumentów i zadaniu kilku pytań. Zwykle po pierwszym wejściu pojawiają się kolejne wątki do wyjaśnienia i dlatego zakłada, że po omówieniu z radnymi miejskimi Prawa i Sprawiedliwości dzisiejszych (25.06.) informacji, konieczne będzie zadanie następnych pytań i być może kolejny wgląd w dokumenty. Tym bardziej że jak podkreślił, nie wszystkie, o które poprosił prezydenta Głogowa, otrzymał.
Na część pytań odpowiedzi nie dostaliśmy. Takich dokumentów nie było, jak nam powiedziano. Na przykład: coś nie znajduje się na pierze, bo mogło być formą uzgodnień ustnych... Jak chociażby to zapytanie dotyczące tego, kto wyszedł z inicjatywą przekazania tej działki na Folwarcznej. Czy to był związek wyznaniowy, czy to był ratusz? Na chwilę obecną, gdyby ktoś z państwa zapytał, nie jesteśmy w stanie tego państwu powiedzieć
- mówi poseł Zubowski.
Z przedstawionych nam dokumentów wynika, że nieruchomość przy ulicy Folwarcznej nie była wielokrotnie przeznaczana do zbycia. W 2013 roku zorganizowano i przeprowadzono tylko jeden przetarg. Założono w nim wówczas, że grunt ten zostanie wykorzystany na cele inne niż obecne – mianowicie na cele sportowe i rekreacyjne. Co ciekawe, równolegle z tamtym postępowaniem przeprowadzono również procedurę sprzedaży gruntów przy ulicy Budowlanych. Jak państwo pamiętają, tamte działki sprzedawano z założeniem, że powstaną na nich tereny rekreacyjno-sportowe. Tymczasem w tym momencie znajdują się tam nieruchomości uznawane za jedne z najdroższych w Głogowie
- podkreśla.
Zwróciliśmy się także z kolejnym pytaniem: czy podczas rozmów ze związkiem wyznaniowym – niezależnie od tego, czy mowa o baptystach, czy o jakiejkolwiek innej wspólnocie – przedstawiono projekt aktu notarialnego? Okazało się, że takiego dokumentu nie było. Miał się pojawić dopiero w późniejszym terminie. Dlaczego ma to tak duże znaczenie? Ponieważ przy okazji tej kontroli poprosiliśmy również o informacje na temat innych postępowań, w których związkom wyznaniowym przekazywano nieruchomości ze znaczącą bonifikatą. Okazało się, że w przypadku jednego z podmiotów doszło do zamiany gruntów, tylko co innego wpisano jako przeznaczenie w uchwale rady miejskiej, kiedy radni decydowali o zbyciu danej nieruchomości, a co innego znalazło się w samej umowie
- dodaje komentując również zapewnienia prezydenta i naczelniczki wydziału rozwoju miasta, które wybrzmiały podczas ostatniej sesji rady miejskiej, kiedy procedowana była bonifikata na zakup działki przy Folwarcznej.
W mediach pojawiła się informacja, że jeżeli chodzi o zabezpieczenie tego, jak grunt ma być wykorzystany, to w przypadku udzielonej tak wysokiej bonifikaty jest możliwość jej zwrotu (uzyskanego upustu - przyp. red.) przez nabywcę
- przypomina poseł, ale...
I owszem, jest taka możliwość, ale tylko wtedy, kiedy jednostka samorządu terytorialnego przeprowadzi kontrolę i wystąpi z odpowiednimi wnioskami, które będzie w stanie też udokumentować
- zaznacza.
I tu okazuje się, że we wspomnianej sprawie związku wyznaniowego, który w 2016 roku kupił od miasta nieruchomość z bonifikatą, termin roszczenia minął w marcu 2026 roku i nikt się o nic nie upomniał, a radna Bożena Rudzińska zastanawia się nie tyle nad tym dlaczego, a raczej nad tym na jakiej podstawie ratusz ewentualnie mógłby to zrobić i który dokument w tej sytuacji miałby być ważniejszy? Akt notarialny czy uchwała rady miejskiej?
Jeszcze dziś rano poseł przyznał, że jego wątpliwości budzi oszacowanie wartości działki przy ul. Kołłątaj, która jego zdaniem położona jest w bardzo atrakcyjnym miejscu, a jej niewielkie rozmiary wcale nie muszą dyskredytować jej w oczach deweloperów. Zwłaszcza, że sąsiaduje ona z inną niezabudowaną działką i razem tworzą dziś skwerek, ale w przyszłości... Zwłaszcza, że ta "sąsiadka" najprawdopodobniej jest własnością miasta i w krótce może tworzyć z działką po baptystach całkiem łakomy kąsek.
Wszystko wskazuje jednak, że po zapoznaniu się z dokumentami, akurat kwestia wartości tego kawałka ziemi się obroniła.
W przypadku Żarkowa wycenę przeprowadzono w listopadzie 2025 roku i to tam pojawiła się kwota 1 miliona 340 tysięcy złotych
- stwierdził Wojciech Zubowski.
W 2013 roku miasto szukało chętnego na dzierżawę wieczystą na 99 lat za 270 tys. zł. Po jednym niepowodzeniu o sprawie zapomniano. Kolejny ślad pojawia się dopiero 10 lat później. Działka wypływa w uchwale rady miejskiej z 20 listopada 2023 r. w sprawie Wieloletniej Progrnozy Finansowej, gdzie została wskazana jako nieruchomość na sprzedaż o wartośći 300 tys. zł. I przez kolejne trzy lata nie zadziało się zupełnie nic.
Prezydentowi Rokaszewiczowi trudno będzie obronić twierdzenie, które padło podczas sesji i które ratusz ponownie przesłał na piśmie redakcji Tv Master, że działka była wielokrotnie oferowana do sprzedaży... ustnie, ale nikt jej nie chciał. Faktem jest, że tzw. międzyczasie cudownym zrządzeniem losy zmienił się obejmujący tę nieruchomość miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, a wraz z nim zniknęło ograniczenie wyłącznie do funkcji rekreacyjno - sportowej... Ten mały cud sprawił, że wartość działki poszybowała jak szalona - przypomnijmy z 300 tys. w roku 2023 do 1 mln 340 tys. w 2025 r.
Co istotne, sam najnowszy operat szacunkowy opiewający na kwotę 1 miliona 340 tysięcy złotych wprost zwraca uwagę na dogodne położenie nieruchomości oraz jej wysoką atrakcyjność inwestycyjną
- podkreśla poseł.
Tylko co z tego, jeśli nikt jej nie wystawił na sprzedaż! P prostu nadal leżała odłogiem... I czekała?
Czy ta działka mogłaby wzbudzić zainteresowanie innych inwestorów? Na to pytanie muszą państwo odpowiedzieć sobie sami. Faktem jest jednak, że miasto zdecydowało się na tylko jedną próbę sprzedaży w 2013 roku – i to przy zupełnie innym planie zagospodarowania przestrzennego
- dodaje Wojciech Zubowski.
Napisz komentarz
Komentarze