Przykro nam, że z powodów niezależnych od redakcji - gigantycznej blokady miasta spowodowanej remontem na moście Tolerancji, nie udało nam się dotrzeć z kamerą na czas, by zarejestrować dla Was to zdarzenie, jednak dzięki uprzejmości redakcji Radia Elka dysponujemy nagraniem audio, którego możecie posłuchać.
Nie dla hejtu, nie dla nienawiści, nie dla szczucia, nie dla podziałów. Możemy się różnić, możemy mieć różną wizję miasta. Ale szanowni państwo, przede wszystkim szanujmy się!
- przekonywał radnych Sławomir Majewski, by chwilę potem wrzeszczeć na chcącego zabrać głos ad vocem Marcina Zubowskiego i wskazującą na nieprawidłowy przebieg obrad Bożenę Rudzińską.
I to w zasadzie tyle, w kwestii wzywania do wzajemnego szacunku! A poszło o to, że przewodniczący odmówił radnym opozycji udzielenia głosu wskazując, że miejsce na to będzie w tzw. "sprawach różnych" podczas gdy sam wygłosił całą tyradę na temat sprawy filmiku dwojga swoich partyjnych kolegów nagranego w koparce na placu budowy.
Niedopuszczony do głosu Marcin Zubowski nie pozostał jednak dłużny, wytykając przewodniczącemu, że sam również powinien zaczekać na ten moment sesji i tu nastąpiła prawdziwa eksplozja emocji, a Sławomir Majewski wykrzykiwał, że ani w statucie, ani w regulaminie nic nie ma o tym, kiedy przewodniczący rady miejskiej może zabierać głos.
I tu właśnie się pan przewodniczący rozminął z rzeczywistością, bo z kompetencjami i uprawnieniami to już niestety znacznie wcześniej, kiedy tylko rozpoczął swoją mowę. Radny Andrzej Koliński przypomniał przewodniczącemu Majewskiemu, że przewodniczącego rady od szeregowego radnego dzieli tylko jedno: prawo do organizowania obrad. Nic więcej.
Rzeczywiście, regulaminy rzadko zawierają dedykowany przepis: „Przewodniczący może mówić wtedy i wtedy”. Wynika to z faktu, że przewodniczący mówi z urzędu, realizując ustawowy obowiązek prowadzenia obrad. Jeśli w statucie danej gminy brakuje precyzyjnych obostrzeń, standardem prawa administracyjnego jest to, że osoba prowadząca obrady może zabierać głos w każdym momencie w celach sprostowania, porządkowania dyskusji lub repliki.
Przewodniczący nie może być zatem blokowany przez radę w zabieraniu głosu, gdyż uniemożliwiłoby mu to wykonywanie jego ustawowego obowiązku. Granicą jest dla niego jednak treść wypowiedzi. Jeśli nadużywa swojej roli i zamiast technicznie prowadzić spotkanie, zaczyna prowadzić prywatną, polityczną dyskusję poza porządkiem obrad (nie dopuszczając do głosu innych), łamie zasadę bezstronności moderatora, a wtedy radni mogą złożyć wniosek formalny o odebranie mu głosu lub ostatecznie – wniosek o jego odwołanie z funkcji.
Jeśli jego wypowiedź nie służy technicznej organizacji obrad, lecz jest krytyką lub oceną innego radnego poza porządkiem obrad, przewodniczący nadużywa swojej funkcji. A "pogadanka" Sławomira Majewskiego, którą tu przytaczamy w całości, była właśnie taka: poza porządkiem obrad, krytyczna wobec radnego Krzysztofa Sarzyńskiego i wychwalająca radnych Baczyńską i Górawskiego, którzy bez wątpienia byli tam, gdzie ich być nie powinno i teraz przyglądają się temu organy ścigania oraz instytucje kontrolne.
Chcę podziękować radnym, pani Żanecie Baczyńskiej i panu Michałowi Górowskiemu za ich zaangażowanie i wnioski, i skuteczne doprowadzenie do końca remontu ulicy Parafialnej.[...] Równocześnie wyrażam ubolewanie za falę hejtu, nienawiści, niemal publicznego linczu, jaka spotkała ich za nagranie filmu promującego ten remont. [...] Jeszcze nigdy w historii, szanowni Państwo, żaden radny nie doniósł do prokuratury na radnego. [...] Panie radny Krzysztofie Sarzyński! Szczerze? Ja się pana boję! [...] Teraz każde słowo muszę ważyć, bo nie wiem, czy te słowa nie obrócą się przeciwko mnie. Czy pan nie doniesie na mnie do prokuratury...
- mówił w swoim wystąpieniu Sławomir Majewski.
Pan przewodniczący raczył mnie potępić jako donosiciela na – no rozumiem, że – niewinnych radnych
- stwierdził Krzysztof Sarzyński.
A radna Bożena Rudzińska, zabierając głos w sprawach różnych stwierdziła, że w wypowiedzi Majewskiego było więcej hejtu niż w tym, przeciwko czemu występował.
Pana radnego Sarzyńskiego po prostu pomówił pan o to, że jest donosicielem. Pan Sarzyński miał prawo zrobić to, co zrobił i nie był to donos, tylko zgłoszenie
- podkreślała.
Nie po raz pierwszy radni Koalicji Obywatelskiej, przewodniczący rady miasta odbiera głos radnym, odbiera głos mieszkańcom Głogowa. Dzisiaj na sesji chciało się wypowiadać Stowarzyszenie Bezpieczny Głogów, jednak radni Koalicji odrzucili taką możliwość. Radni Koalicji Obywatelskiej mogą na temat innych się wypowiadać, ale jeżeli ktoś chce podejść merytorycznie do rozmowy, to takie sytuacje są blokowane. Pokazuje to choćby nawet ostatnia sytuacja, kiedy były prezes Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej chciał na sesji odnieść się do zarzutów radnego Hejmeja. Rada po prostu uniemożliwiła mu wzięcie udziału w sesji
- przypomina natomiast radny Marcin Zubowski.
I tu warto wspomnieć jeszcze kilka innych słów przewodniczącego Sławomira Majewskiego:
Oczywiście prawo ma być prawem. Twarde prawo, ale prawo. Ale nie wpadajmy w paranoję, w groteskę. Po prostu młodzi radni skutecznie doprowadzili do remontu tej ulicy i po prostu chcieli się pochwalić tym
- twierdził w swoim wczorajszym wystąpieniu, ale jak to właściwie rozumieć?
KOMENTARZ: DLA KOGO DURA LEX?
Spróbujmy rozwikłać zatem tę rzymską maksymę "Dura lex sed lex" sprzed 1800 lat i jej zastosowanie na gruncie głogowskim, w odniesieniu do wybryku radnych KO, ale zanim o tym, dygresja: remonty się robi, a nie promuje.
A teraz zacznijmy od słów: "Oczywiście prawo ma być prawem." Oczywiście! Z tą tylko różnicą, że prawo prawem jest, choć może nie wszędzie i nie dla każdego skoro zdaniem przewodniczącego dopiero "ma być". Przepisy ustawy o samorządzie gminnym oraz statutu miasta obowiązują tu i teraz. Nie są mglistą obietnicą na przyszłość ani drogowskazem, który można ignorować według własnego uznania.
Prawo obowiązuje od momentu wejścia w życie. Przepisy nie czekają na to, aż przewodniczący dojrzeje do ich przestrzegania lub uzna je za wygodne.
W polskim prawie stara zasada "co nie jest zabronione, jest dozwolone" to dzieło niejakiego Mieczysława Wilczka - ministra w ostatnim rządzie PRL-u, ale działa tylko w jedną stronę - dla obywatela i przedsiębiorcy (art. 8 ustawy Prawo przedsiębiorców).
Dla organu władzy (Przewodniczącego Rady) działa zasada dokładnie odwrotna! Jest to tzw. zasada legalizmu (art. 7 Konstytucji RP). Dla urzędnika i przewodniczącego dozwolone jest tylko to, co prawo mu wyraźnie nakazuje lub na co pozwala. Zasada ta (art. 7 Konstytucji RP) mówi: "Organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa". Przewodniczący może więc robić tylko to, na co prawo mu wyraźnie pozwala, a nie wszystko, czego mu nie zakazuje.
A dalej? Dalej jest słynne "dura lex sed lex", ale tłumaczenie pana przewodniczącego Majewskiego, że prawo jest twarde, ale to prawo, okraszone dodatkiem o niewpadaniu w paranoję oznacza, że dla uciszanych radnych opozycji jest "dura lex" (łac. twarde prawo), a dla przewodniczącego i jego kolegów z KO tylko "sed" ( łac. ale).
Oczami przewodniczącego „paranoja” to najwyraźniej po prostu sytuacja, w której opozycja zaczyna patrzeć im na ręce, a zwrot o „niewpadaniu w paranoję” to klasyczny wybieg erystyczny odnoszący się do sztuki prowadzenia sporów, dyskusji i kłótni, w której głównym celem jest wygranie debaty, a nie dojście do prawdy.
W prawie administracyjnym i samorządowym nie ma jednak miejsca na taką elastyczność, bo legalizm nie zna pojęcia „paranoi”. Przewodniczący rady musi działać ściśle na podstawie i w granicach prawa, bo przepisy nie są luźnymi sugestiami, z których można wybrać te wygodniejsze.
Napisz komentarz
Komentarze