W piątek (16.10.) prezydent Głogowa podpisał umowę kupna z artystą. To, na co należy zwrócić uwagę, to fakt, że ocenie nie podlega tu sztuka, ale sposób, w jaki prezydent Głogowa podjął decyzję i wprowadził pod głosowanie rady miasta wyasygnowanie środków na ten zakup. Czy radni „kupowali kota w worku”, bo nikt nie przedstawił im wcześniej żadnej oferty i nie pokazał rzeźb, które prezydent chce kupić od Janusza Owsianego? Czy może jednak za znamienne uznać można tu słowa radnego Jerzego Akielaszka, który zapytany o to, czy wiedział, które dzieła artysty miasto kupuje, odpowiedział: „Nie musiałem tego wiedzieć, żeby zagłosować za tym. Wystarczy mi, że to rzeźby Janusza Owsianego, którego twórczość znam i bardzo cenię.”?
Dlatego warto podkreślać, że dyskusja w tej sprawie nie toczy się o artystę i jego dzieła, ale o sposób w jaki zapadają decyzje dotyczące urządzania przestrzeni miejskiej i sposobu wydatkowania pieniędzy podatników.
Oto komentarz radnej Bożeny Rudzińskiej:
Pomysł zakupienia rzeźb i umieszczenia ich w fosie miejskiej kojarzy mi się w tej chwili wyłącznie z dawnym sklepem, który nazywał się „Tysiąc jeden drobiazgów”. Starsze pokolenie zapewne wie, że można było w nim kupić sznurek, mydło i powidło. Mówię to oczywiście z pewną ironią na temat samego konceptu ulokowania tam tych dzieł.
Chcę jednak zostać dobrze zrozumiana: absolutnie nie odnoszę się tutaj do osoby artysty ani do jakości jego prac. Odnoszę się do samego pomysłu zakupu rzeźb i przesunięcia na ten cel środków finansowych w Wieloletniej Prognozie Finansowej kosztem innych inwestycji. Myślę, że to bardzo kiepski pomysł – jeden z wielu niezbyt dobrych w naszym mieście. Świadczy on o tym, że tak naprawdę brakuje u nas całościowego spojrzenia i planu zagospodarowania przestrzeni pod kątem małej architektury oraz zieleni. Nie mamy miejskiego architekta zieleni ani urbanisty, który przygotowałby lub zaproponował z wyprzedzeniem plan lokowania rzeźb w naszej przestrzeni publicznej. To, czy byłyby to prace tego, czy innego artysty, nie ma naprawdę żadnego znaczenia.
Natomiast argument pana prezydenta, który padł na sesji – że nadarzyła się okazja i kupujemy „po taniości”, bo możemy pozyskać cztery rzeźby w cenie trzech – przyznam szczerze, mocno mnie zaskoczył. Przy takich kwotach i wydatkach przypomina to trochę zakupy w Biedronce, gdzie dostajemy w gratisie paczkę chipsów, gdy kupimy dwie inne. A przecież chyba nie tak powinny wyglądać inwestycje publiczne i nie tak powinno się dysponować środkami miejskimi.
A zatem – cóż, radni przegłosowali zmiany, klamka zapadła i za chwilę w fosie pojawią się rzeźby. Chciałabym tylko przypomnieć, że wcześniej zgłoszono już interpelację i inicjatywę, aby w fosie miejskiej stanęły tablice informacyjne o tym, jak uprawiać nordic walking. W kontekście kolejnego pomysłu z rzeźbami zaczynam mieć lekki dysonans poznawczy. Czy to będzie bardziej fosa sportowa, czy galeria sztuki? I co jeszcze może się tam ewentualnie znaleźć, żeby „zwiększyć atrakcyjność” tego miejsca?
Mam wrażenie, że włodarze nie zauważają, iż fosa miejska sama w sobie jest tak atrakcyjna i wyjątkowa, że naprawdę nie trzeba jej już dodatkowo upiększać, aby cieszyła oczy głogowian, mieszkańców i turystów. Wystarczyłoby po prostu zadbać o to, co już tam jest – czyli o rosarium – i przeprowadzić remont, który lada chwila ma się zacząć. Mam nadzieję, że te prace nie będą odkładane w czasie nie wiadomo jak długo.
Napisz komentarz
Komentarze