19 marca rano głogowianka jechała do Sławy, gdy zauważyła, że na nieużytku tuż przy DW 319 zauważyła biały samochód dostawczy, z którego dwaj młodzi mężczyźni wyrzucali odpady budowlane. Zbulwersowana, zawiadomiła policję. Najprawdopodobniej wskutek nieprecyzyjnie (dla operatora numeru alarmowego 112) podanej lokalizacji, błędnie przekazanej następnie głogowskim funkcjonariuszom, patrol policji pojechał w zupełnie inne miejsce i sprawców nie udało się zatrzymać na gorącym uczynku.
Tymczasem odpady, wśród których był gruz, połamane płyty OSB, wiadro czy worki pozostały - praktycznie, niemal na poboczu drogi.
Po publikacji pierwszego materiału w tej sprawie, do redakcji odezwał się pan Marcin twierdząc, że "właściciel działki podnosi teren i ma na to zgodę gminy i powiatu." Zaprzeczył jednocześnie, że sam jest tym właścicielem, ale jak ustaliliśmy... mijał się z prawdą.
Zresztą nie tylko w kwestii swojej własności pan Marcin próbował nas nabrać, domagając się przy tu usunięcia zdjęć. Twierdził również , że na działce składowane są "tylko gruz i ziemia", a "wszystko jest ustalone z gminą i powiatem".
Tymczasem pod względem jakichkolwiek decyzji administracyjnych, gminie i powiatowi nic do tego terenu, i oczywiście żadnych śladów jakichkolwiek kontaktów właściciela z tymi urzędami w tej sprawie nie ma, bo mieć nie może. To teren, który przylegając bezpośrednio do pasa drogi wojewódzkiej znajdującej się na gruntach Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego.
Osoba prywatna, której działka przylega do drogi wojewódzkiej, musi administracyjnie ustalać kluczowe kwestie związane z zagospodarowaniem i dostępem do tej działki z zarządcą drogi, w tym przypadku Dolnośląską Służbą Dróg i Kolei podlegającą pod wspomniany już urząd marszałkowski.
To, czy właściciel ma zgodę to tyle w temacie prób "oszukania systemu". Nikt natomiast nie zarzucał właścicielowi, że to on składuje odpady na swojej działce... przynajmniej te wszystkie inne niż "gruz i ziemia"
Gmina, na terenie której znajduje się działka z nielegalnym składowiskiem odpadów zareagowała jednak na informację i po oględzinach, wezwała właściciela do złożenia wyjaśnień. Mężczyzna zgłosił się do urzędu i nie powołując się już na żadne ustalenia stwierdził, że wszystko to zostało mu podrzucone. Zobowiązał się jednak do uprzątnięcia działki.
Wątek rzekomego "podnoszenia terenu" w dalszym ciągu sprawdzamy. Nie wiadomo bowiem, czy wcześniej nie miały tu miejsca inne działania tego rodzaju, a samowolna ingerencja w tzw. rzędne terenu może niekorzystnie wpływać m. in. na gospodarkę wodną, a co za tym idzie - środowisko i pobliską infrastrukturę.

Napisz komentarz
Komentarze