Sprawa dotyczy głośnego incydentu z czerwca 2026 roku, kiedy to dwoje radnych miejskich z klubu radnych Koalicji Obywatelskiej nagrało film promocyjny na terenie czynnej budowy na Starym Mieście. Na usuniętym później z sieci nagraniu radni siedzieli w kabinie koparki bez wymaganej odzieży ochronnej i kasków. Na nagraniu widać także co najmniej dwóch pracowników PBD, którzy przyglądają się temu cyrkowi, a jeden z nich wręcz w nim uczestniczy, stojąc nad wykopem razem z radną Baczyńską.

Na nagranie zareagował wiceprzewodniczący rady miejskiej Krzysztof Sarzyński, który wystosował w tej sprawie szereg pytań do prezydenta miasta oraz oficjalnie zawiadomił o sprawie Prokuraturę Rejonową w Głogowie i inspekcję pracy. Podnosił on kwestię narażenia zdrowia i życia, przebywania na placu budowy bez zgody kierownika oraz ewentualnego wykorzystania mienia miejskiego lub nagrywania w godzinach pracy.
Prezydent Głogowa definitywnie odciął się od happeningu radnych, podobnie zresztą jak ich pracodawca - dyrektor Centrum Kultury MOK w Głogowie, radny powiatowy z ramienia komitetu wyborczego prezydenta miasta, który zarówno w strukturach miejskich, jak i powiatowych ściśle współpracuje z radnymi z Koalicji Obywatelskiej, a który stwierdził, że nagranie wykonano poza godzinami pracy.
Pod koniec sierpnia prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania karnego wobec Baczyńskiej i Górawskiego, bo nie dopatrzyła się znamion przestępstwa. I nie ma się co dziwić, skoro w postępowaniu sprawdzającym prokurator szukał znamion wyczerpania przestępstwa największego kalibru - narażenia na utratę zdrowia i życia. I choć na pierwszy rzut oka trąci to przesadą, to łatwo jest uzasadnić i obronić takie działanie prokuratora choćby tym, że sprawę potraktował bardzo poważnie i dołożył wszelkiej staranność... Co bez trudu obroniłby, gdyby zawiadamiający chciał złożyć zażalenie na decyzję o odmowie. To działanie wyprzedzające i trzeba przyznać, że sprytne, bo zastosowanie w postępowaniu wyjaśniającym innego paragrafu,wania dotyczącego wykroczenia i odmowa wszczęcia postępowania, miałaby większe szanse na uchylenie w drodze odwołania się zawiadamiającego.
Po radnych zatem afera z koparką spłynęła jak po kaczkach, a to przedsiębiorcy wywinąć się zapewne nie uda.
W trakcie prowadzonych czynności kontrolnych nie stwierdzono, aby osoby postronne, niebiorące udziału w pracach remontowych, a przebywające w kabinie koparki kierowały bądź obsługiwały w/w urządzenie, dlatego też nie ma podstaw, aby wymagać, by osoby te posiadały wymagane uprawnienia kwalifikacyjne. Inną sprawą jest fakt, iż osoby takie nie powinny znajdować się na terenie prowadzonych prac budowlanych
- pisze PIP.
Podczas kontroli stwierdzono, że teren wykonywanych robót budowlanych nie został należycie ogrodzony i zabezpieczony przed dostępem osób nieupoważnionych (osób postronnych, niebiorących udziału w pracach). Jeżeli już, z jakichś powodów, osoby takie wchodzą na teren budowy (teren prowadzonych robót), muszą one, tak jak wykonujący prace robotnicy, posiadać odpowiednie obuwie robocze oraz środki ochrony indywidualnej (hełmy ochronne). Osoby takie muszą również przejść wstępne szkolenie w dziedzinie bezpieczeństwa i higieny pacy zapoznające je z zagrożeniami występującymi na terenie budowy oraz sposobami zabezpieczania się przed nimi. W tym przypadku wymogi takie nie zostały spełnione
- czytamy dalej.
Ni ie można się nie zgodzić z argumentacją PIP, bo za porządek i bezpieczeństwo na terenie robót budowlanych odpowiada wykonawca, ale nie można też się oprzeć odczuciu, że zwyczajnie brakuje paragrafu wprost - na głupotę. Co starsi Czytelnicy mogą teraz sięgnąć pamięcią do strego czechosłowackiego serialu "Szpital na peryferiach" i przypomnieć sobie słynne słowa doktora Štrosmajera: „Gdyby głupota miała skrzydła, latałaby pani jak gołębica”, choć nie mniej symptomatyczny jest już sam oryginalny tytuł "Nemocnice na kraji města" , który nietłumaczony, czytany literalnie też świetnie brzmi i oddaje obraz sytuacji.

Napisz komentarz
Komentarze