- KGHM na przestrzeni wielu lat wdrażał najlepsze dostępne na świecie rozwiązania, których celem jest ograniczenie naszego wpływu na środowisko - informowała radnych Marcin Kacperski, dyrektor ds, produkcji Huty Miedzi Głogów, prezentując w formie wykresu słupkowego dane z 36 tat działalności zakładu. I rzeczywiście, rzut oka na ekran, gdzie zaprezentowany był ostry zjazd wartości tego, co huta od blisko czterech dekad serwuje mieszkańcom w powietrzu był imponujący, choć nietrudno było zauważyć, że było to dawno.
Różnica była tak duża, że można było wręcz odnieść wrażenie, że po tym spektakularnym spadku jest już tylko bardzo dobrze, taki "cudowny czysty constans"... Niestety... Choć jak zapewniał dyrektor, a potem dr n.med. Marek Ścieszka - wiceprezes i dyrektor ds. medycznych Mie4dziowego Centrum Zdrowia, KGHM dokłada wszelkich starań, by wyziewy z kominów były jak najmniej szkodliwe, to do osiągnięcia docelowych norm unijnych trochę jednak brakuje.
Najprościej mówiąc, wykres wygląda tak dobrze, bo wcześniej było tak źle
KGHM na przestrzeni szeregu lat wdrażał najlepsze, możliwe, dostępne na świecie rozwiązania, które mają na celu oczywiście poprawę naszego wpływu na środowisko. Podejmowane przez Hutę Miedzi Głogów działania pokazują – zarówno na podstawie pomiarów stacji Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, jak i stacji zlokalizowanej przy Hucie Miedzi Głogów – że obserwujemy systematyczny spadek naszego oddziaływania na środowisko, zarówno w zakresie pyłu PM10, jak i arsenu
- mówił dyrektor Kacperski, wyliczając że na technologie związane z redukcją emisji szkodliwych substancji KGHM wydał tylko w Głogowie 350 mln zł., a dwie kluczowe inwestycje, które miały na celu znaczne zmniejszenie oddziaływania, które wymienił to 1998 rok i budowa instalacji odsiarczania spalin w HMG I oraz modernizacja pirometalurgii mająca na celu zmianę stosowanej technologii w HMG I z technologii pieca szybowego na instalację opartą na piecu zawiesinowym (2016 rok - przyp. red.)
Jak zaznaczył Marcin Kacperski, zakładzie stosowane są unikatowe technologie produkcji, a c za tym idzie unikatowe, niedostępne nigdzie na świecie rozwiązania w zakresie ochrony środowiska i to właśnie tu, do pioniera tych technologii "świat" przyjeżdża się uczyć, jak to się robi. To niewątpliwie powód do dumy, ale nie o tym chcieli rozmawiać głogowscy radni, którzy uważnie słuchali wyłapując to, co ich najbardziej interesowało.
A to, co wychwycili, to rosnące emisje arsenu kontra skuteczność nowoczesnych filtrów. Bartosz Hejmej (KO) zwrócił uwagę, że z przedstawionych danych mimo setek milionów złotych wydanych na nowoczesne technologie oczyszczania, w latach 2024 - 2025 rok do roku pojawił się wzrost emisji arsenu.
Jeżeli dobrze zauważyłem słupki, od 2024 roku skala arsenu rośnie. Co jest tego powodem? Czy technologia już nie wydala filtrowania tego arsenu, czy też macie państwo jakieś niekontrolowane ubytki tego arsenu w powietrzu?
– pytał radny.
Nie jest żadną tajemnicą, że złoża ulegają naturalnym zmianom. My cały czas nadążamy za tym, co dzieje się pod ziemią. Zaprojektowanie dedykowanej instalacji wymaga czasu, a właściwie nie ma na świecie instalacji takich jak nasza – jesteśmy pionierami w tych rozwiązaniach
– podkreślał Marcin Kacperski, ale skoro projektowanie, a potem budowanie i optymalizacja nowej instalacji dostosowanej do napotkanego złoża (którego skład chemiczny w różnych miejscach jest na tyle odmienny, że wymaga podjęcia takich działań, wymaga czasu, to chyba z natury wdrożenie nowego rozwiązania jest spóźnione i właśnie to opóźnienie powoduje czasowe wzrosty poziomu arsenu w powietrzu. "Nadążamy za tym..." to więc lepiej brzmiące niż "podążamy za tym, co dzieje się pod ziemią".
Pierwsze badania mieszkańców w 2017, drugie cztery lata później...
Na zaproszenie pana prezydenta Rokaszewicza w 2017 roku, wspólnie z Instytutem Medycyny Pracy w Łodzi, przebadaliśmy dwa tysiące osób - tysiąc dorosłych i tysiąc dzieci. To był tylko arsen całkowity
- stwierdził natomiast dr Marek Ścieszka, mówiąc dalej o tym, że po czterech latach na badania porównawcze z grupy tej stawiło się już tylko 70 - 80 proc. dorosłych i ok. 50 proc. dzieci. No i w zasadzie, byłoby to tyle w temacie badania mieszkańców Głogowa pod katem poziomu arsenu, wyłączając pracowników KGHM, którzy - jak usłyszeli radni, są badani.
Muszę państwu powiedzieć, że takich kilka zdań na temat arsenu. Arsen jest w środowisku, jest bardzo popularnym pierwiastkiem, także mamy go zawsze. Jest traktowany jako kancerogen, czyli substancja mogąca nawet w minimalnych dawkach prowadzić do nowotworów, dlatego z taką uwagą do tego podchodzimy. Na te dwa tysiące przebadanych osób okazało się, że u 26 proc. dorosłych i 14 proc. dzieci poziomy są podwyższone. Ale arsen dzieli się na organiczny i nieorganiczny. Organiczny jest łagodny, nie jest niebezpieczny. Metabolizujemy go w wątrobie i wydalamy przez nerki. Nie ma wpływu na rozwój chorób nowotworowych. Problemem jest arsen organiczny, ale żeby to stwierdzić poprosiliśmy KGHM o sfinansowanie drugiej tury badań i tu u większości osób, która była badana, był tzw. arsen organiczny, który znajduje się głównie w pożywieniu
- zapewniał lekarz, wyliczając w jakiej żywności arsenu (organicznego) jest najwięcej i dodając, że podwyższone wyniki mają też palacze, dlatego naukowcy przeprowadzili dodatkowe badania, które miały wyłonić spośród przebadanych tę właśnie grupę.
Nie mówię, że nie ma problemu, bo problem był. Nie było tzw. skażeń toksycznych,które byłyby chorobotwórcze
- podkreślał, że MCZ rozpoczął wówczas współpracę z Uniwersytetem Medycznym we Wrocławiu i Wyższą Szkołą Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, aby opracować metodę, "co robić, aby to stężenie arsenu było jak najniższe". W konsekwencji badań powstała też książka.
5 lat później radni pytają: Czy dzieci powinny zostać przebadane ponownie?
Do kwestii zdrowia najmłodszych nawiązała radna Bożena Rudzińska (PiS), przypominając o badaniach przesiewowych prowadzonych przed laty wśród dzieci i młodzieży.
Dobrze byłoby wiedzieć, czy miejsce zamieszkania ma związek z ich stanem zdrowia i odpornością
– mówiła z kolei, pytając o możliwość ponownego przeprowadzenia badań, a do pytania radnej Rudzińskiej dołączyła Aleksandra Nawoj-Wiśniewska, która przed laty - razem z sąsiadami - została przebadana i jak mówi, wszyscy mieli podwyższony wynik i u wszystkich wniosek badaczy był taki sam: dieta bogata w składniki zawierające arsen. Tylko że jak stwierdziła radna, sąsiedzi mają różne diety, mało kto jest łasy na owoce morza, mało kto, a może i nikt nie palił, a arsen był. Nie było natomiast żadnych wytycznych, co dalej?
Dr Ścieszka: „Nie ma tabletki na arsen”
O leczenie osób z podwyższonym poziomem arsenu we krwi pytał również radny Hejmej.
Czy są metody, że biorę rano tabletkę i już jestem zdrowy? Niestety czegoś takiego nie ma!
– usłyszał w odpowiedzi.
Podczas dyskusji wrócił także temat badań z 2017 roku, którymi objęto około dwóch tysięcy mieszkańców. Radna Nawoj-Wiśniewska zwróciła też uwagę, że od tamtej pory minęło już niemal 10 lat, a w dodatku badania porównawcze przeprowadzono z udziałem tylko części uczestników. Jej zdaniem, wyniki mogły więc być niemiarodajne, ale dr Ścieszka tego stanowiska nie podzielił. Jego zdaniem 2 tys. przebadanych w blisko 60-tysięcznym Głogowie to wystarczający odsetek do wyciągnięcia wniosków statystycznych, a same badania należały do najszerzej prowadzonych w Europie.
Badania dla wszystkich? MCZ: Nas na to nie stać
Na zakończenie Bartosz Hejmej zaproponował, aby KGHM rozważył sfinansowanie dla mieszkańców obligatoryjnych badań moczu na obecność arsenu przy okazji wizyty u lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Zdaniem radnego pomysł jest dobry i otworzyłby szerokie pole badawcze dla tego problemu. Jak nietrudno się domyślić, szczere chęci radnego i samego lekarza to za mało, a takie rzeczy to tylko między bajki można włożyć. Dlaczego?
Pan dyrektor mówił, że 350 mln zł to nakłady inwestycyjne na filtry czy też technologie oczyszczania...
- tak zaczęła się ta herezja radnego o masowych badaniach, ale szybko okazało się, że samo badanie poziomu arsenu to już sto kilkadziesiąt złotych od osoby, a badanie, które naukowcom jest potrzebne bardziej, kolejne kilkaset. No i laboratorium w Łodzi, które bada próbki, nie ma takich mocy przerobowych i w dodatku podniosło ceny. Dobra strona jest taka, że stało się to impulsem do stworzenia własnego laboratorium, ale... Czy MCZ na to stać? - pytał sam dr Ścieszka i sam sobie odpowiadał, że oczywiście nie, bo ponad 80 proc. dochodów MCZ-u pochodzi z Narodowego Funduszu Zdrowia.
Tyle tylko, że radny wskazywał jako płatnika KGHM...
Napisz komentarz
Komentarze