Do stanowiska kierowania Państwowej Straży Pożarnej wpłynęło niecodzienne zgłoszenie. Po drugiej stronie telefonu było kilkuletnie dziecko, które poinformowało, że w mieszkaniu doszło do pożaru.
Rozmowa nagle się urwała. Dyspozytor nie zamierzał jednak pozostawiać sprawy bez wyjaśnienia. Udało mu się ponownie nawiązać kontakt z dzieckiem. W tym czasie służby już były w drodze. Na miejsce skierowano trzy zastępy Państwowej Straży Pożarnej oraz patrol policji.
Na szczęście finał interwencji okazał się zupełnie inny, niż można było początkowo zakładać.
Po dojeździe na miejsce zdarzenia, odnalezienie lokalizacji oraz dotarcie do mieszkania okazało się, że dziecko jest zdrowe, nic mu nie dolega. Całe zdarzenie nie istniało fizycznie, nie doszło do żadnego pożaru, nikomu nic nie zagrażało. Dziecku po prostu obawiało się o koleżankę, z którą się nie widziało od dnia wczorajszego i po prostu chciała sprawdzić, czy u niej jest wszystko w porządku. Zdarzenie było dość nielogiczne, dość nietypowe, ale na szczęście funkcjonariusze pouczyli, przedstawili jak wygląda alarmowanie i podnoszenie służb w sytuacjach nieadekwatnych, po czym zakończyliśmy zdarzenie, a zastępy powróciły do jednostki.
- opisuje zdarzenie Kamil Szydłowski, Rzecznik Komendanta Powiatowego PSP w Głogowie.
Dla służb była to jednak sytuacja, której nie można było zlekceważyć. Każde zgłoszenie o pożarze, szczególnie pochodzące od dziecka i dotyczące mieszkania, musi być potraktowane jako potencjalne zagrożenie życia i zdrowia.
zdjęcie poglądowe

Napisz komentarz
Komentarze